11 listopada – Narodowy Dzień Odwagi Rodziców

Szkoda, naprawdę szkoda, że Narodowe Święto Niepodległości to dzień, w którym prawdziwą odwagą (żeby nie powiedzieć głupotą) okazało się  wyjście z dziećmi do centrum Warszawy, by pokazać im (a właściwie tylko Jej, bo młodsza Pociecha smacznie temat przespała),  to czego nie da się zobaczyć na co dzień i o czym za jakiś czas będzie się uczyć w szkole na lekcjach historii.

Gdy w powrotną drogę na stację „Powiśle” ( pojechaliśmy pociągiem, by urozmaicić dzieciom trasę) mijały nas kolejne grupki nabuzowanych bardzo młodych i tych trochę starszych facetów, kroczących pewnie w stronę ronda de Gaulle’a, czułam, że ta wycieczka edukacyjna powinna się była skończyć przynajmniej dwie godziny wcześniej.  I mimo  patroli i całych kolumn samochodów policyjnych, wcale nie czułam sie bezpiecznie.  Tuż przed 15.00 już było czuć w powietrzu, że starcie owych grupek z policją stanie się faktem za chwilę i, że starcie nie będzie równe. Po wyrazach twarzy tych ludzi było widać po co przyjechali do Warszwy. Cel był konkretny – zadyma i tylko zadyma.

Na szczęście dotarliśmy do domu bezpiecznie. A główny punkt wycieczki w postaci odwiedzin Muzeum Wojska Polskiego i obserwacja przemarszu kompanii reprezentacyjnej z marszałkiem Piłsudskim, w którego wcielił się Daniel Olbrychski, została zaliczona. Łza mi się w oku zakręciła, gdy mój szczerbaty Zuch odśpiewał przy akompaniamencie z głośnika „My, Pierwsza Brygada”…

I naprawdę się bardzo cieszę, że nie zostaliśmy mimowolnymi uczestikami burdy. Cieszę się nie tylko dlatego, że żadno z nas nie dostało w łeb, ale również dlatego, że nie muszę tłumaczyć dziecku, że Polacy choć znów własny język mają, to wolą używać zamiast niego pięści i rac…przecież pirotechnika to nasz sport narodowy…

Powrót