Awantura o kupę po felietonie Agnieszki Kublik z „Gazety Wyborczej” „Pampers z niespodzianką”

Po nocnym powrocie do domu, dzisiejsze przedpołudnie przywitało mnie aferą o pieluchową:). Temat na pozór błahy, ale gdy się przyjrzeć bliżej to kolejna publiczna dyskusja o społeczeństwie, normach, obyczajach i zasadach i ich braku.

Powód? Poranna dyskusja w telewizji śniadaniowej „Dzień dobry TVN” podczas której Marcin Meller określił jako szkodliwy felieton Agnieszki Kublik z „Gazety Wyborczej ” dot. scenki sytuacyjnej w restauracji, której była świadkiem. Dziennikarka była mimowolnym obserwatorem przewijania dziecinnej pieluchy z kupą przy restauracyjnym stoliku. Felieton w całości tutaj .

Nie wiem doprawdy co jest szkodliwego w tym, że dziennikarka wyraziła swoje zniesmaczenie sytuacją. Moje zdanie w tej sprawie jest bardzo zbliżone . Fakt posiadania dzieci nie zwalnia nikogo z tego by zachowywać poszanowanie dla miejsc, sytuacji i przede wszystkim – innych ludzi. Nie zgadzam się z dziennikarka tylko co do jednego, że można było sprawę załatwić przed wyjściem (zmiana pieluchy). Pewnie nie można było, bo dziecinne kupy maja to do siebie, że zaskakują w najmniej spodziewanym momencie. O tym pisałam wcześniej w tekście „Ch..,d…i śmierdząca kupa w pachnącym woreczku”

Z drugiej zaś strony jeśli właściciele restauracji mają świadomość, że miejsce ma powodzenie wśród rodzin z dziećmi dla dobra własnego i gości powinni  wyposażenie łazienki w przewijak i  zakup np. woreczków na kupy. To żadna poważna inwestycja, a korzyści ogromne.

Gdy wybieram się do naszej ulobionej restauracji zawsze zabieram ze sobą odpowiednie akcesoria i mimo tego, że w toalecie przewijaka  brak, zmian pieluch dokonuję tylko w łazience. Nie ma w tym dla mnie nic upokarzającego ani tym bardziej gwałcącego moje przywileje jako matki.

Pogwałceniem praw innych gości byłoby dla mnie narażenie ich oczu i nosów na smród kupy, tak, tak smród, bo choć kocham swoje dziecko nad życie, to kupa śmierdzi i już. Czy ktoś się z tym  nie zgadza?

Rozluźnienie norm i obyczajów w kwestii załatwiania potrzeb fizjologicznych dzieci w miejscach publicznych to temat rzeka, ale tylko dlatego, że części rodziców wydaje się, że wraz ze swoimi dziećmi są jedynymi mieszkańcami planety, a nie jedynie jednymi z…Nie tak dawno komentwałam tekst opublikowany w tygodniu „Wprost” nt. wysadzania dzieci na plaży za parawanami  „Urlop z dzieciakiem – granice bezstresowego wychowania”.

Jeśli chodzi o oburzenie sytuacją amerykańskich znajomych  – no cóż – co kraj to obyczaj i nie zamierzam wdawać się w szczególną polemikę w tej sprawie. Ja pewnie chętniej porozmawiałaby z nimi o tym co sądza nt. np.wiz. Bo ja bez wizy nie mogłabym tak po prostu wpaść do nich z wizytą, by wspólnie posiedzieć sobie we włoskiej knajpce ani z kupą ani  bez niej…

Powrót