Autobusy bez pasów i z przypadkowymi pasażerami – uczniowie są bezpieczni?

Nie posiadają pasów bezpieczeństwa i mogą do nich wsiadać przypadkowi pasażerowie – psychopaci i porywacze też. Tak wygląda rzeczywistość w autobusach przewożących dzieci do i ze szkół w polskich gminach. Bo gminy zamiast organizować przetargi na przewóz dzieci gimbusami organizują przetargi na zakup biletów miesięcznych.
Dziecko to ulga i oszczędność 49 procent kosztów przedsięwzięcia, które dokładają gminom marszałkowie województw akceptując ten stan rzeczy.

Organizacja przetargu w taki sposób powoduje, że autobus wypełniony uczniami, również tymi najmłodszymi, staje się zwykłym autobusem komunikacji publicznej, a wówczas nie ma przepisów, które obligują przewoźników do podstawiania autobusów wyposażonych w pasy bezpieczeństwa.

O ile w miastach gdzie obecność opiekuna dziecka w autobusie, trolejbusie czy tramwaju to proporcja jeden do jednego, o tyle w przypadku dzieci, które korzystają z dowozu gminnego jest znacznie gorzej. W gminach wiejskich ta proporcja to często jeden opiekun na pięćdziesięcioro uczniów. Czy w momencie wypadku lub ataku psychopaty w autobusie jeden opiekun może zapewnić bezpieczeństwo wszystkim uczniom? Odpowiedź zostawiam do przemyślenia.

Problem jest poważny i złożony, tym bardziej, że fragmenty tras autobusów z uczniami przebiegają przez bardzo ruchliwe drogi krajowe, a nie tylko mało uczęszczane drogi lokalne. Tak jest m.in. w gminie Wiązowna, gdzie autobus dowożący dzieci z pobliskich miejscowości pokonuje kilkukilometrowy odcinek i przecina popularną S17 z Warszawy do Lublina, a właśnie ta droga jest uznawana za jedną z najbardziej niebezpiecznych w kraju.

Ani Ministerstwo Edukacji Narodowej ani Ministerstwo Spraw Wewnętrznych (ogranizator kolejnej odsłony kampanii bezpieczny autobus) nie odpowiedziało wprost na zadane przez maamooo.pl pytania „czy za bezpieczne dla dzieci można uznać autobusy, które nie są wyposażone w pasy bezpieczeństwa” oraz „czy za bezpieczny można uznać autobus wypełniony dziećmi, do którego może wsiąść przypadkowy pasażer. Organizowanie przejazdu dzieci na zasadach komunikacji publicznej umożliwia bowiem wsiadanie do autobusu każdemu chętnemu pasażerowi.

MSW w odpowiedzi przekonuje o skuteczności swojej kampanii „Bezpieczny autobus” i przedstawia statystyki. Od 23 czerwca b.r do połowy września strona www.bezpiecznyautobus.gov.pl zanotowała blisko 515 tysięcy odsłon a raporty o stanie autobusów wygenerowało 35 tysięcy użytkowników.

Dzięki usłudze nie dowiemy się jednak czy autobus posiada na wyposażeniu pasy czy też nie, bo generowane raporty pochodzące z Centralnej Ewidencji Pojazdów o tym nie informują.

Jak ważne jest zapinanie dzieciom pasów podczas jazdy przekonywać nie trzeba. Mówią o tym statystyki, specjaliści i bardzo obrazowo, crash testy, z których filmy są powszechnie dostępne w internecie.

Polskie prawo obliguje do przewożenia dzieci w specjalnych fotelikach do ukończenia przez nie 12 roku życia lub osiągnięcia wzrostu powyżej 150 cm. W praktyce dotyczy to jednak tylko aut osobowych. Obowiązek zapinania pasów bezpieczeństwa jest, ale tylko w tych pojazdach, które je posiadają. Niestety brak jest regulacji, które nakładaja na przewoźników obowiązek doposażenia w pasy autobusów, które przewożą dzieci do szkoły na zasadach zwykłe komunikacji publicznej. Nie można również wymóc tego na przewoźniku umieszczając odpowiedni zapis w Specyfikacji Istotnych Warunków Zamówienia, jeśli gmina organizuje przetarg na zakup biletów, a nie przewóz dzieci. Gminy oszczędzają więc kosztem bezpieczeństwa.

My-rodzice kupujemy najlepsze foteliki na jakie nas stać. Dlaczego więc autobusy przewożące nawet małych, również uczniów nie muszą spełniać tego możliwego i rozsądnego rozwiązania w postaci posiadania pasów bezpieczeństwa? Bo takie jest prawo a za zmianami w ustawie oświatowej, dzięki której uczniami stają się sześciolatkowie nie poszła współpraca międzyresortowa, która mogłaby ten stan poprawić.

Jak tłumaczy MEN „poprawa bezpieczeństwa uczniów oraz zapewnienie im bezpiecznych i higienicznych warunków nauki, opieki i wychowania jest rolą dyrektora szkoły oraz organu prowadzącego szkołę lub placówkę. Oświata w Polsce nie jest zarządzana centralnie – w wyniku reformy samorządowej ukończonej w 1999r. państwo przekazało obowiązek prowadzenia szkół i placówek publicznych samorządom, które są odpowiedzialne za realizację zadań oświatowych na swoim obszarze” – czytamy w oświadczeniu dla maamooo.pl.

Co można zrobić?

Odpowiedź jest prosta – chcieć zainteresować tematem również innych rodziców i nawiązać prężną współpracę z dyrekcją szkoły w tym zakresie. Mówienie jednym, wspólnym głosem do przedstawicieli władz zawsze ma skuteczniejszy wydźwięk niż pojedyncze inicjatywy. Idea w sposób oczywisty słuszna, bo o bezpieczeństwie rzecz.

A wybory samorządowe niebawem. Zachęcam do zadawania konkretnych pytań osobom, które chcą decydować o naszych lokalnych losach w najbliższych latach.

Powrót