Jeszcze tylko 22 dni i witaj szkoło! Rodzice – szykujcie wyprawki.

Już ponad połowa wakacji za nami. Czas zacząć ogarniać temat wyprawki.  Dyskonty, sklepy papiernicze i hipermarkety już dawno pękają w szwach od szerokiej oferty szkolnej. I, póki co, długich kolejek jeszcze brak i jest naprawdę z czego wybierać. Nikogo nie trzeba przekonywać, że z każdym dniem będzie tylko gorzej.  Orient już polecam szczególnie rodzicom pierwszaków, by pod koniec sierpnia nie popadli w panikę, bo całkiem sporo tego wszystkiego jak na początek:)

Wspomnienie z zeszłego roku, o którym wolałabym zapomnieć: pierwsze dni września i ponad dwie godziny spędzone w kolejce przed księgarnią w Falenicy,  by kupić zestaw do angielskiego. No głupota jakaś. Dobrze przynajmniej, że wtedy nie padało. Tym razem załatwię temat przez internet i to odpowiednio wcześniej. Większość szkół już dawno opublikowała na swoich stronach internetowych informacje o tym, czego dzieci będą potrzebować w nadchodzącym roku szkolnym.

Rozglądając się za wyprawką zachęcam Was do przejrzenia oferty dyskontów i hipermarketów w internecie. I tak pewnie zeszyty, tekturową teczkę i większość podstawowych akcesorów kupicie wlaśnie tam.

Będę Was jednak, drogie Mamy i Tatusiowie zachęcać, żebyście część pieniędzy zostawili też w starym, sprawdzonym papierniczym. Dlaczego? Bo sprzedawcy małych prywatnych sklepów znają swój towar doskonale, a co za tym idzie, dobrze Wam doradzą.

W hipermarketach i dyskontach z wyspecjalizowaną wiedzą jest gorzej.  I tak będzie nieźle jeśli uda Wam się  dostrzec w promieniu kilkuset metrów kogoś odpowiedzialnego za dział. Jeśli już go jednak dopadniecie – z uzyskaniem rzetelnej informacji o produkcie może być kłopot.

Podobnie sprawy się mają w dyskontach. Przyklad ostatniego tygodnia – chciałam kupić córce plecak walizeczkę (z teleskopową rączką). Do szkoły często chodzimy pieszo, a to spacer całkiem konkretny, zwłaszcza gdy na plecach dziecko dźwiga ciężar niewiele mniejszy od ciężaru własnego ciała. Gdy więc zapytałam kasjerkę czy ten konkretny towar jest objęty gwarancją i jak długo ona obowiązuje, pani zrobiła szerokie oczy, z niepewnością w głosie odpowiedziała, że raczej nie. Gdy jednak upierałam się przy uzyskaniu jednoznacznej i konkretnej odpowiedzi, pracownica wezwała kierownika, który też nie potrafił odpowiedzieć od ręki. Radził się przez telefon „kogoś wyżej”. Na samym końcu okazało się, że że jednak produkt gwarancję posiada – roczną, czyli dokładnie tyle ile plecak będzie pewnie w łasce właścicielki…

Poza tym hipermarkety i dyskonty opierają lwią część swojej oferty o produkty, których najwyższą wartością nie jest ich jakość, a jedynie obrazek. Wystarczy, że na plecku, długopisie czy kredkach znajdą się znane postacie z bajek. Ostatnio oglądany  tornister na kółkach i też z rączką nie tylko nie jeździł, ale i rączka się nie wyjmowała. No, ale księżniczka była…

Zachęcam Was do krytycznego spoglądania nawet na te niby niedrogie i drobne akcesoria. Latwo się pogubić w całym tym zamieszaniu.

Produkty, które mogę polecić z czystym sumieniem to: szeroki, trójkątny ołówek do nauki pisania Herlitz Trilino (niezastąpiony w początkach, gdy mała nieprzyzwyczajona do pisania rączka szybko się męczy), samoprzylepne przezroczyste okładki na książki i zeszyty (które z powodzeniem obroniły cenną zawartość przed kawałkiem kanapki, która nieopatrznie wylądowała luzem między zeszytamii, długopisy ścieralne (dozwolone przez wychowawcę Pociechy w drugim półroczu) i woreczki z zamkiem na II śniadanie. Modne pudełko z Barbie też było, ale niechcący zrzuciłam i połamałam dziecku…brrr wstrętna matka..

Mam nadzieję, że przynajmniej część Was choć raz pomyśli o mnie ciepło stojąc w sklepie papierniczym albo przed półką z akcesoriami do szkoły:) Polecam robienie zakupów w kilku etapach i to z dobrze przygotowaną listą, bo wydatek boli, oj boli….

Powrót