Prysznic za cenę rolki papieru toaletowego

W najśmielszych snach o macierzyństwie nie przypuszczałam jaką kreatywnością trzeba się będzie wykazywać na co dzień, by  poddawanie się tak prostym czynnościom jak np. poranny prysznic było możliwe. Wczoraj świadomie pozbawiłam nasze „gospodarstwo domowe” jednej rolki różowego i pachnącego papieru toaletowego….

I wszystko, oczywiście, w trosce o bezpieczeństwo 2,5 letniego Potomstwa, którego z oka spuścić nie można nawet na chwilę.  Wrodzony temperament  i nieograniczona energia powodują, że czas przeznaczany na przyjemności (w tym przypadku kontakt z ciepłą wodą i mydłem) kurczy się, w ciągu całego dnia, do maksymalnie 3 minut.

Po tym czasie utrzymanie małego Pioruna w tym samym pomieszczeniu co matka-opiekunka, przy pomocy jedynie komunikacji werbalnej, w dodatku z perspektywy  „zza szklanych drzwi”, jest po prostu niemożliwe. Nadzieja, że Młody poczeka spokojnie do zakończenia kąpieli,  zawsze okazuje się płonna.

Matka-edukatorka  próbowała podejść do sprawy wychowawczo namawiając i podprowadzając na wykorzystanie przedmiotu w sposób ekologiczny, choć dotychczasowe doświadczenia z Piorunem i innymi rolkami papieru były zawsze takie same…strzępy, strzępy i jeszcze raz strzępy odnajdywane stopniowo  w różnych częściach domu. Tym razem jednak początek zabawy zapowiadał złudnie, że jej finał  może się różnić się od dotychczasowych doświadczeń.

Najpierw Młody pokornie odrywał listek po listu i układał na łazienkowy dywanik. Po minucie była to już totalna nuda, a dużo atrakcyjniejszą formą zabawy stało się podskakiwanie i podrzucanie rolki jednocześnie. Ta rozwijała się z podrzutu na podrzut coraz bardziej ochoczo.

Apogeum radości nastąpiło po dwóch minutach kiedy Piorun uzał, że jeszcze zabawniejsze jest rozrywanie, rozwiniętej już w znacznym stopniu rolki, na drobniusieńkie strzępki, a dzięki międleniu strzępków w rączkach powstają kształty zbliżone do kulek (bardzo kreatywnie i rozwijająco).

Zabawa przednia, tylko niestety zła i wredna matka zabawę zakończyła opuszczając szklaną kabinę. Zakończyła, ale tylko na krótką chwilę…Ociekająca wodą w ręczniku zawiniętym na „słowo honoru” próbowała jednocześnie ogarniać łazienkę po ataku strzępków i wycierać zupełnie mokre ciało po kąpieli. Wykonywanie tych dwóch czynności jednocześnie w towarzystwie Małego Pioruna w ciasnej łazience okazało się totalną porażką dla niej samej. Mały szybko się zorientował, że cała akcja może być jeszcze śmieszniejsza i zabawniejsza, bo przypadkowo okazało się, że małe strzępki, przyczepiane do mokrej skóry mamy, kleją się do niej równie dobrze jak naklejka, którą ostatnio dostał po szczepieniu od pani pielęgniarki. Teraz to już był prawdziwy „łataaaaak” na bezbronną kobietę…

Finalnie, dzięki współpracy Pioruna z mamą,  wszystkie strzępki wylądowały w śmietniku… Niestety po takiej eksploatacji materiału, papieru nie można było już nawet wykorzystać do zabawy w wycieranie pup lalkom i misiom…

Powrót
  • Mummy EnVogue

    Hahaha…Niby zabawne;) Ale z perspektywy mamy, przed którą to wszystko w niedalekiej przyszłości- przerażające;)
    mummyenvogue.blogspot.com

    • user1

      no właśnie…tia, życie Pani życie:)

  • dorota sosrodzice.pl

    no niezle…w sumie lepszy papier niz np. jakiś płyn do czyszczenia :)