Brak nowych ran ciętych, gryzionych, drapanych i szczypanych. Po intensywnych 12 godzinach z temperamentnym dwulatkiem to wielki sukces!

Po intensywnych dwunastu godzinach z energicznym i temperamentnym dwulatkiem nie mam na ciele żadnej nowej rany ciętej, gryzionej, drapanej i szczypanej! I pomijając naturę – nie ubyła mi żadna garść włosów:).

Dla mnie sukces przez duże „S”. Sobota była dla nas  spokojnym i bardzo udanym  dniem.

Emocje pod kontrolą

No cóż pewnie dla części z Was to abstrakcja, ale w naszym przypadku ciągłe obrywanie od syna  to codzienność ostatnich miesięcy. I praca, organiczna praca u podstaw (stwierdzenie, z którego śmiała się ostatnio moja przyjaciółka). Praca nad zachowaniami, które mogą doprowadzić do niebezpiecznych dla dziecka i otoczenia sytuacji, jak np. zranione oko siostry czy bolesny guz na głowie mamy, taty lub każdego, kto na własne nieszczęście, znalazł się w zasięgu rzutu czymś.

Dla mnie jednak najciemniejszą stroną mocy tego etapu jest walka z samą sobą i ciągłym przesuwaniem granic cierpliwości. Bywa różnie, nie ma co czarować, ale bardzo się staram utrzymywać nerwy na wodzy:). W trudnych momentach zapalam kontrolkę w głowie, która przypomina mi, że mój synio ma dopiero dwa lata i nie mam prawa oczekiwać  od niego sprawnego radzenia sobie z emocjami skoro i ja, dorosła mam czasem z nimi na bakier. Taka myśl pomaga.

Słońce po burzy

Choć zapewne nie wszystkie najbliższe dni będą wyglądać tak jak ten sobotni, piszę post uśmiechając się pod nosem. Bo to właśnie jedna z tych radości, o których wspominałam w tekście „Wychować i nie zwariować”. Niewiele potrzebuje do szczęścia, prawda? Bunt dwulatka w końcu minie, a my znów (tak jak w przypadku starszej Pociechy) szybko o nim zapomnimy. I wspólnie rozpoczniemy kolejny etap rozwoju. Pewnie jesienią będziemy już we czwórkę, a nie we trójkę  grać w „Pędzące żółwie” czy w Jengę. I może nawet nikt z nas nie oberwie już klockiem w głowę???

Jak reagować

Każdy rodzic musi wypracować własny sposób na buntownicze zachowania dziecka, bo zna je najlepiej. System musi jednak obowiązywać wszystkich domowników (pozostałe potomstwo i np. babcię), bo w jedności zasad siła. Opanowanie tematu jest możliwe pod wrunkiem, że dorosłym się chce i nie odpuszczają konsekwencji sobie i dziecku. Jeśli maluch przejawia zachowania zagrażające bezpieczeństwu innych, nie ma innego skutecznego sposobu, niż tłumaczenie, że to boli i nie zgadzamy  się by tak robił. Ja przynajmniej nie znam skutecznego sposobu na skróty.

Pani Basia Gburczyk, która od lat wspópracuje z najmłodszymi dziećmi i ich rodzicami w Niepublicznym Przedszkolu Milusin podpowiada aby próbować zdążyć, zanim malec zrobi krzywdę. Chodzi przede wszystkim o bezpieczeństwo, ale również o fakt niedopuszczenia do otrzymania nagrody w postaci reakcji na niewłaściwe zachowanie, którą dla agresywnego dziecka może być np. płacz pokrzywdzonego.

Ja, mój mąż i nasza prawie 7-letnia córka w przypadku ataku naszego małego „agresora” bronimy się przed ciosem przytrzymując malca na nadgarstki. Komunikujemy jednocześnie stanowczo, że to co robi boli i jeśi będzie to robił nadal zostanie posadzony na schodach. Wtedy z reguły odpuszcza. Jeśli nie – zanosimy obywatela spokojnie na znajome mu miejsce „odsiadki” i dajemy czas na wypłakanie się, czasem wykrzyczenie. Wytyczanie granic i wyciąganie konsekwencji to nie żadna przemoc.

Wciąż pracujemy nad spacerowaniem za rękę przy ulicy. Wyrywanie się w najmniej odpowiednim momencie to też charakterystyczny element zachowani dwulatka… No bo przecież on sam…sam, to co go niedobra matka na siłę z ulicy będzie ściągać jak taki ładny bruummm jedzie…no babsztyl jeden:)

Powrót