Maamooo, maamooo, choć do mnie…

STOP karmieniu piersią dużo łatwiej powiedzieć niż STOP wspólnemu spaniu z dzieckiem. Zwłaszcza wtedy, gdy od początku nie wyznaczyło się twardych granic ścianami i drzwiami…

Ile domów, tyle teorii i tez popierających własny wybór.

Według autora bloga, na którego wpadłam trochę przypadkiem blaszanykogucik.pl jestem leniem i  mięczakiem:) – teoria w całości tutaj. No trudno – z takim wyrokiem da się żyć. Celebrytki i tak mają gorzej, zwłaszcza gdy  sobie coś poprawią tak, że wyglądają jakby sobie coś popsuły …

Żeby nie było, że nie jestem ambitna – kilka lat temu próbowałam walczyć ze swoją leniwą naturą, która przyklejała mnie podczas usypiania i trzymała aż do rana w dziecinnym łóżku, albo krępowała ruchy, gdy wyrwana z sypialni  nocnym wołaniem, kładłam się obok dziecka tylko na chwilkę…

Walka wciąż była nierówna aż w końcu odpuściłam po krótkiej przypadkowej rozmowie z Panią Martą z predszkola, która wówczas opiekowała się również moim maluchem. W odpowiedzi na rozpaczliwe pytanie o cudowną metodę uleczenia mojego dziecka z ciągłego i nawykowego ładowania się do naszej sypialni w trakcie nocy, usłyszałam, że przyjdzie taki moment, w którym zatęsknię za tym małym chrapiącym potworem z wciśniętymi stopami w mój policzek i że dzieci szybko rosną. Za szybko (chlip, chlip).

Wtedy przewartościowała mi się głowa i pogodziałam się ostatecznie z faktem, że całe noce zacznę przesypiać we własnym łóżku z moim osobistym wybrankiem i tylko z nim, dopiero gdy moje dzieci wyrosną z nocnej potrzeby mojej obecności przy ich boku.

No bo skoro wołają MAAMOOO, MAAMOOO,  nie rezygnując po minucie z chęci ściągnięcia mnie do siebie to znaczy, że potrzebują mnie z jakiegoś powodu. Logiczne, prawda?

I oczywiście, że zdarzają się noce po których powinnam przespać cały dzień, ale i do niewyspania można się przyzwyczaić. Amerykanie twierdzą nawet, że człowiekowi do życia potrzebna jest jedynie godzina snu na dobę….można? można…:) Nie wiem tylko co mówią o długości życia w przypadku aktywności przez następne 23 godziny.

Gdybym 7 lat temu miała dzisiejszą wiedzę o tym jak wyglądają noce rodziców i małych dzieci, urządziłabym sypialnię dla wszystkich domowników w jednym pomieszczeniu:) Pokój z przenaczeniem tylko do snu wyłożony byłby materacami od okna aż po drzwi. Byłby spokój i rano atmosfera ogólnego wyspania. I przy okazji oszczędziłabym nam wszystkim stresów związanych z kilkakrotnym lądowaniem na podłodze któregoś z dzieci.

Choć trąbi o tym również współczesna psychologia nie kupuje bezrefleksyjnie teorii, że jak się śpi lub dosypia albo usypia razem z dzieckiem, to może być to główna przyczyna rozpadu związku czy małżeństwa. Zgodzę się, że może być to jeden z elementów, ale na pewno nie główny. Jeśli to partnerstwo przez duże „P” to zapewnienie  i zaspokojenie własnych potrzeb bliskości i fizyczności można ogarnąć w tzw. międzyczasie:).

W końcu wspólne życie to nie matematyka i wyliczanie ile nocy w miesiącu spędza się przy dziecku a splot sytuacji i okoliczności na które, jak się chce to ma się wpływ, a jak sie nie chce, to się wpływu nie ma. Relacje partnerkie dorosłych to kwestia umowy i wypowiedzenia oczekiwań wraz z chęcią albo niechęcią ich późniejszej realizacji. Tak to widzę. Ale to już odrębny temat  na wpis:)

Ps. Tutaj znajdziecie tekst, o tym ak bardzo dzieci uczą ozczędności swoich rodziców

Kolorowych snów.

Powrót